Buty - Bundeswehr BW2000

29 12 2007
QRcode:86

Recenzja z cyklu: Zakup Roku :)

Ogólnie, niezależnie od ceny zakup tych butów był zakupem roku, niejako. Dlaczego? Bo kusiły mnie od dwóch lat, a jednocześnie nie były dostępne od ręki, tylko przez Internet. Wahałem się i… w końcu postanowiłem zaryzykować.

Zmierzyłem długość i szerokość stopy. Okazuje się, że szerokość jest tutaj bardzo ważna.

Znalazłem _zaufanego_ gościa na Allegro. Akurat nie miał tych butów na stanie ale miałem poczekać dwa dni na informacje. Człowiek słowny, więc napisał, że SĄ. :) :D

Już się cieszyłem. Zamówienie wysłane, przelew zrobiony. Czekałem cały weekend na przesyłkę. W poniedziałek nie ma. We wtorek siedziałem jak na szpilkach… telefon…. -Jest przesyłka.

W domu wielkie przymierzanie. Nosz… k… za wielkie… No ale mówię sobie - wkładek nie mam. Na drugi dzień kupiłem wkładki. Filcowe, grube na pół centymetra. teraz to co innego. :) Noga już nie lata. Super się noszą, rewelacyjnie wręcz.

Pierwsza impregnacja, pastowanie i oględziny.

Będę je czasem porównywał do naszych desantów, bo tylko z nimi miałem wcześniej doświadczenie, jeśli chodzi o buty militarne.

To co zwróciło moja uwagę to: po pierwsze podeszwa. Składa się z trzech warstw. Na wyróżnienie zasługuje środkowa warstwa, amortyzująca. Zrobiona z lżejszej, piankowej gumy. Nie walą jak młotek o podłogę. Po drugie wyściółka wewnątrz buta. Cudowna w dotyku skóra i delikatna. Wkładanie do takiego buta stopy to czysta przyjemność. Z innych plusów dodatnich. Język zszyty z cholewką - nie trzeba tłumaczyć. Taśma “odgromowa” wewnątrz buta - rozwiązanie rodem z serwisu mainframe’ów. Początkowo nie podobały mi sie oczka na sznurówki aż do samej góry. W desantach w cholewce wszyte były tylko haki. Ale przyzwyczaiłem się i teraz twierdzę, że to nawet lepsze. Nie trzeba za każdym razem dosznurowywać cholewki, ciągnę za sznurówki i wszystko sie pięknie zaciska. No… po środku buta trzeba czasem pomóc palcami. Ale nie potrzebuję tego zwykle robić, bo i bez tego but świetnie trzyma.

Tutaj minęło kilka dni. Testy w toku. :)

Buty Bundeswehr BW2000

Wrażenia? Same pozytywy. Przyzwyczaiłem się do nich tak, że wcale nie czuję ich na nogach. Muszę sobie czasem o nich wręcz przypomnieć kiedy myślę, że chodzę na bosaka. ;)

Przez kilka pierwszych dni jednak tak nie było. Skóra na palcach była jeszcze sztywna i czułem jak wbija mi się w palce. Teraz jest już bardzo dobrze. Wyrobiła się.

Problemem jest też czasem marznięcie stóp spowodowane uciskiem cholewki na łydkę. Sposób na to: poluzować sznurówki. Dodam, że występuje tylko podczas pracy za biurkiem, bo chodzę w nich do pracy, zwłaszcza, że to moje jedyne zimowe obuwie. Ktoś zapyta - jak można wytrzymać w takich butach 8 godzin w biurze? Odpowiadam: Tak samo jak w każdych innych. Nie czuję, żeby noga w nich się pociła.

Wady? Używam je dopiero od kilku miesięcy i ciężko coś tutaj powiedzieć. Jest jedna wizualna. Otórz chyba szewcowi nóż źle poleciał po podeszwie i prawy but nie ma idealnie zaokrąglonego czubka tylko jest jakieś 2mm ścięty po prostej. Na prawdę to w niczym nie przeszkadza. :) Polecam je każdemu, bo w tej klasie obuwia są tanie i nie do zajechania.

Cena? Cena zależy od miejsca zakupu. Najtaniej chyba wychodzi na Allegro - poniżej 300 PLN z przesyłką.

Dodatkowe linki dla zainteresowanych:

- Test butów na NGT

- Opinie forumowiczów na NGT 



Wysyłanie SMS na numer tablicy rejestracyjnej - Pomysł niaktualny ale interesujący

10 12 2007
QRcode:98

Wcześniej pisałem o automatycznej książce telefonicznej - jak do tej pory nie jest mi znane wdrożenie takiego pomysłu. Jednak tutaj będzie mowa o wysyłaniu SMS’ów na numer rejestracyjny samochodu, który właśnie przejeżdża obok nas.

Jak to sie odbywa?

  1. Kierowca, ze swojej komórki, wysyła SMS’a z numerem rejestracyjnym samochodu,
  2. Inni kierowcy robią to samo,
  3. Jeżeli teraz kierowca wyśle SMS’a na numer rejestracyjny samochodu, to odbiorca nie ujrzy prawdziwego numeru telefonu nadawcy lecz również jego numer rejestracyjny.

Proste w swym działaniu. Oczywiście punkt 1 ze względów bezpieczeństwa może zostać zmodyfikowany na inna formę sposobu przypisywania telefonu komórkowego do numeru rejestracyjnego.

Niestety, jest to tylko hipotetycznie MÓJ pomysł, gdyż opublikowałem go później niż usłyszałem o jego wdrożeniu. Zdaje się, że zrobiła to jakaś australijska firma telekomunikacyjna kilka lat temu.

Zresztą nie raz pomysł rodził się w mojej głowie, a za pół roku ktoś wdrażał go w jakimś zakątku świata. To tak jak z kinematografem itp.



Halo - kto dzwoni?

23 11 2007
QRcode:90

Na dzień dzisiejszy Telekomunikacja dostała zadanie stworzenia książki telefonicznej dla wszystkich; nie tylko dla swoich klientów, ale także dla klientów innych sieci. Ja proponuję coś innego, a zarazem związanego z książkami telefonicznymi.

Nie raz, nie dwa dzwoni telefon, numer jest wyświetlony ale… nie wiesz kto dzwoni, bo tej osoby nie masz w swojej książce telefonicznej. Po takim telefonie wpisujesz już numer do książki i kłopot z głowy.  A przecież można inaczej.

Tutaj mam dwa rozwiązania na jeden problem.

Pierwszy. Łatwiejszy, chyba, w implementacji.

Dzwoni telefon, telefon sprawdza czy taki numer jest w książce, jeżeli jest to nie ma sprawy - wyświetla go z książki, a jak nie ma? Wysyła numer przychodzącego telefonu do SMS’owego biura numerów. Zwrotnie otrzymuje informacje kto dzwoni.

Przy dobrych “układach”, pełni księżyca i układzie gwiazd ściągnięcie danych o numerze dzwoniącym jest możliwe jeszcze przed odebraniem połączenia. Teraz, w zależności od ustawień albo jest to informacja jednorazowa albo jest zapisywana do książki telefonu.

No tak, ale skąd takie biuro numerów ma wiedzieć do kogo należy numer?Jeżeli jest to biuro operatora to nie ma sprawy - operator wie wszystko. A jeżeli jest to niezależna firma to rozwiązujemy to przez dobrowolne zgłoszenie: SMS’em albo przez Internet. Przez takie zgłoszenie, właściciel numeru określa jakie dane mają być przesyłane do odbiorcy połączenia.

Ta metoda wymusza jedynie zmiany w oprogramowaniu telefonu, co w niektórych przypadkach polega tylko na napisaniu softu.

Metoda druga polega na modyfikacji protokołu wykorzystywanego podczas dzwonienia oraz zmianie oprogramowania telefonów. Otóż do abonenta B (odbiorcy) razem z numerem ISDN wysyłany jest ciąg znaków lub lepiej cały vCard. W konfiguracji telefonu określamy tylko priorytet, w jakiej kolejności wyświetlają się dane i czy mają być zapisane w książce.

Tutaj jesteśmy jednak zdanie na łaskę, lub nie, własnego operatora. Myślę, że przy obecnych cenach SMS’ów pierwsze rozwiązanie jest bardziej uniwersalne.

Ciekawe kto już to wymyślił? A dlaczego tak sądzę?  Czytaj niedługo w opisie następnego OpenPomysłu.



Gillette Fusion Power

9 11 2007
QRcode:82

Prawdziwy facet nie goli się elektryką, goli sie wyłącznie żyletą. Można to jednak pogodzić i zrobić dwa w jednym. Gillette Fusion Power.

Gillette Fusion PowerMaszynka typu żyleta z wkładem w postaci baterii AAA. Nie piszę specjalnie, że z wibratorkiem, bo nie ma sensu tego używać. Włączenie tego powoduje nieskoordynowane ruchy ręki, co prowadzi do zwiększonego ryzyka zacięć. Tylko po co mi w takim razie taka maszynka? Bo oprócz wady, że ma wibratorek, którego na szczęście można nie używać, to ma tę zaletę, że ostrza jej są zakurwiście jedwabiste. Golą tak jak ja chcę, a nie tak jak prowadzi maszynka. Czego nie mogę powiedzieć o Wilkinsonach, których nie zdzierżyłem z powodu dorobienia im jakichś prętów, co niby miało spowodować zabronienie im kaleczenia użytkownika. Od tego czasu używam wyłącznie Gillette.

Jest jeszcze jeden argument przemawiający akurat za modelem Power - Ciężar. Taką maszynkę z włożoną bateryjką trzyma się w ręku idealnie. Wyważenie ma takie jak noże do rzucania.

Jakie wrażenia z zakupu? Na początku miałem dylemat. Kupić starszy model M3 Power, dodam, że kosztował 10 złotych więcej, ale sprawdzony. M3 Power to luksus, coś jak Mercedes G Class, robotnik nie do zdarcia. Przy mojej częstotliwości golenia, około 2 razy na tydzień, jedne nożyki starczyły mi na 6 miesięcy. Dla porównania dodam, że stare zwykłe Mach 3 starczały mi na jakiś miesiąc. Czuć różnicę. A może nowe Fusion Power?

Zdecydowałem poddać sie magii reklamy i w koszyku wylądowała najnowsza nowość. Pomarańczowe, lśniące opakowanie z pieprz…. latającą tekturką. Kto wymyślił ten patent?!! Lata taka okładka i denerwuje, bo wkładasz pudełko do koszyka, a tu nie wchodzi. Patrzysz pod spód, a tu coś sie majta przy tym pomarańczowym pudełku. Ręką przytrzymać trzeba i dopiero włożyć. :) albo odwrócić górą do góry.

Kasa? 48,99 PLN. W domu wielkie otwarcie. Pudełko otworzyć nie problem ale wyjąć maszynkę od razu nie sposób. Sposobem trzeba, najpierw góra, jakaś plastikowa osłonka i jest… No cóż… dla oglądania tego nie kupiłem bo pomarańcz nijak ma się do zielonej mocy M3. Ogólnie maszynka to połączenie kształtów Geigera i kolorów kamizelki ratunkowej SAR. Jak ktoś lubi to może sie podniecić. Poza moim wyjątkiem, bo lubię i taki kształty i taki kolor ale… ;)

Obok, w pudełku, etui turystyczne. Hm… może się przyda, chociaż nigdy “swojej” maszynki na wczasy nie brałem. Jeszcze zginie. Nic dziwnego, że pudełko takie wielkie. Niestety, maszynka sprzedawana jest tylko z jednym nożem, zero zapasu. W końcu prawie dychę tańsza. Na czyms trzeba promocje robić. Taki trend zniżkowy… Do starego Macha były chyba dwie w zapasie, do M3 Power, tylko jedna. Teraz: zero.

Ale spojrzenie na ostrza i już maszynkę darzysz szacunkiem. 5 ostrzy i jedno z tyłu, służące za trymerek. U dołu gumka do naciągania zarostu, u góry aloesowy pasek. Jak kolor paska zmieni się na biały to znaczy, że maszynka do wymiany. Jak znam życie, nastąpi do po dwóch miesiącach.

Wkładam bateryjkę do środka. Teraz obudowę się przekręca, a nie pociąga. Pstryk… działa, brzęczy znaczy. Pstryk… nie brzęczy. Znaczy się działa tak jak zaplanowałem. Pianka na twarz… czekam ze trzy minuty i… no Cudo. :D Luksus. Latał ktoś F-16? Ja nie ale poczułem się tak jakbym latał ;)

Zajebiaszcze uczucie. Nie czuję jak maszynka mknie po twarzy. Wszystko ogolone jak należy. Twarz tylko oczywiście. ;) Test trymerka, może być. chyba nie będę go używał bo nie widzę takiej potrzeby. Test wibratorka. Pstryk… lądowanie… maszynka przykleiła się do twarzy, ręka dostała choroby wibracyjnej…Pstryk… “Taking off”. Nigdy więcej bateryjki. Bateryjki jednak nie wyjmuję - waga robi swoje. :)

Dla tych co lubią, a zapominają. Maszynka wyłącza sie automatycznie po 8 minutach golenia.

Na koniec przeczytałem na pudełku iż produkt jest produkcji międzynarodowej. Znaczy się maszynka Polska, zaś podróżne etui… Chińskie. A jakże. ;)

Po pierwszym teście jestem wniebowzięty.



Creative ZEN Nano Plus 1GB

2 11 2007
QRcode:79

Mój nowy zakup. Odtwarzacz plików PM3\WMA: Creative ZEN Nano Plus 1GB

CreativeZenNanoPlus

Dawniej podobał mi sie MuVo Creativa, Zen Nano jest utrzymany w podobnym tonie stylistycznym, a jednocześnie składa się z jednej części, jeśli nie liczyć klapki na baterię. ;)

Plusy:

  • Mały,
  • solidna obudowa,
  • prosta obsługa,
  • czytelny, podświetlany wyświetlacz,
  • funkcja radia i dyktafonu.
  • obsługa folderów
  • odtwarzacz widziany jest przez system jako Flash Drive
  • Obsługa DRM - czy ktoś tego używa? ;)
  • Długi czas działania do 18 godzin. Patrz także Minusy.

Minusy:

  • Na pierwszej oryginalnej baterii NIE wytrzymał chyba nawet 10 godzin grania. Teraz włożyłem akumulator 1Ah - zobaczymy. Winę mogę ponosić za to ja, gdyż przy pierwszym użytkowaniu dużo korzystałem z klawiatury, a co za tym idzie z podświetlenia.
  • Kupiłem czarna obudowę ale… w środku są białe słuchawki + biały sznurek. KOSZMAR!!!
  • Programowe ograniczenie ilości utworów do 500 (przy 1GB flash). Przegięcie!!!
  • Blokada klawiatury wybierana przez menu… poręczne to nie jest.
  • Konwersja plików, przy użyciu oprogramowania Creative Mediasource 5 tylko do formatu WMA. MP3 dostępne za opłatą 9.99 USD.

Podsumowując: tani ale funkcjonalny odtwarzacz MP3/WMA. Ogólnie POLECAM, chociaż słuchawki trzeba dokupić samodzielnie, oryginalne mi nie pasują ani wyglądem, ani jakością dźwięku. Na plus słuchawek zaliczam jednak to, że jako jedyne pchełki, które miałem, nie wypadają mi z uszu. Co prawda nie wypadają ale ich wielkość powoduje niezły ból uszu już po godzinie słuchania.

Cena: w zależności od sklepu od 150 do 200 PLN



Flash USB jak dyskietki

23 10 2007
QRcode:73

Dyskietki już odchodzą w niepamięć. Pamięta o nich jeszcze Microsoft zmuszając niektórych do instalacji stacji FDD podczas instalacji Windowsów z nietypowymi driverami. No ale to margines. Problemem staje się przenoszonych danych bez pośrednictwa sieci. A jest tych sytuacji bardzo dużo. Przydałyby się dyskietki ale na USB.

Za dyskietki robiłyby zwykłe pamięci Flash o niedużej pojemności (do 128 MB) pakowane w pudełko po np. 10 sztuk.

Najlepiej, gdyby miały niewielkie rozmiar, np. takie jak ten Kingmax

Kingmax_superstick

Na takim flashu powinien znajdować się dodatkowo jeszcze przycisk umożliwiający skasowanie danych oraz taka obudowa, aby pamięć można było zniszczyć fizycznie. Łamiemy obudowę na dwie części, ze środka wypada “goły” chip, następnie cos takiego rozdeptujemy i wrzucamy do kosza na śmieci.



PocketPC GPS => Google Earth in RealTime

19 10 2007
QRcode:57

Pomysł polega na zrobieniu aplikacji do Pocket PC, która zapewniałaby monitorowanie urządzenia GPS pod względem jego położenia, prędkości itp.

Założenia:

  1. Aplikacja działająca na Pocket PC wysyła co określony przedział czasu informacje na serwer o położeniu urządzenia na kuli ziemskiej przy pomocy protokołu TCP/IP.
  2. Serwer “produkuje” plik KML, który można otworzyć w programie Google Earth i w czasie rzeczywistym można obserwować położenie odbiornika.
  3. Program na Pocket PC działa w dwóch podstawowych trybach. A) Ciągłym oraz B) w celu zaoszczędzenia baterii program włącza odbiornik GPS co zadany przedział czasu, czeka na fix, przesyła dane na serwer i wyłącza odbiornik GPS. Po określonym czasie procedura jest powtarzana. Można założyć, że jeżeli w ciągu 5 minut fix nie zostanie znaleziony to program wyłączy się na np. 10 minut. Przerwy miedzy włączeniami odbiornika można ustawiać w konfiguracji programu.
  4. Program może przełączać się z trybu ciągłego na czasowy (i odwrotnie) jeżeli: wykryje zanik zasilania lub wykryje, że odbiornik porusza się.
  5. Program może kontrolować ekran urządzenia tak, żeby dział bez włączonego ekranu - tryb “Silence”.
  6. Program umożliwia magazynowanie danych i wysłanie ich na serwer w późniejszym terminie, jeżeli w danej chwili połączenie Internetowe nie jest możliwe.
  7. Serwer umożliwia dostęp do danych kml w zależności od nadanych uprawnień.
  8. Z mniej ważnych udogodnień: monitoring, po stronie serwera, położenia urządzenia i wysłania alarmu w przypadku ruchu pojazdu mailem, SMS’em itp.

A może już takie coś działa? Proszę o informacje.






MySQL query error