YT-1300 Sokół Millennium – część 9

Kolejne zeszyty docierają, a ja cierpliwie czekałem na dostawę z Chin.

A czekałem na, co prawda aluminiowe, ale łożysko do stolika obrotowego.

Potem trochę śrub, nakrętek i podkładek.

Dzisiejsze prace zakończyłem więc na zrobieniu stolika oraz zabezpieczenia modelu taśmą malarską, przed malowaniem.

Z obydwu stron modelu wystają wkręcone śruby, które umożliwiają postawienie Sokoła na dwie strony, bez ryzyka, że zostanie zarysowany.

YT-1300 Sokół Millennium – część 8

Jakiś czas później. Czasu już nie liczę. Na obecną chwilę czekam na kolejne zeszyty, których jeszcze nie poskładam, bo czekam na części, a raczej wyposażenie warsztatu, żeby zacząć malowanie dolnej części kadłuba.

To co się uczę, to szprejować. Na razie z puszki:

Mam dwie takie wnęki. znajdują się one w miejscu, w którym brakuje poszycia. Ta jest druga.

I w trakcie malowania. W kolejnej części pokażę już pomalowaną na gotowo. W/g instrukcji należało zastosować czarny podkład, potem ciemno szary, a na koniec jasno szary kolor.

Ale dobra rzecz wyszła z pierwszą wnęką, której zdjęcia prezentowałem w części 5. Malowanie jej bardzo mi się nie podobało. Była malowana ręcznie pędzlem. Koszmarnie to wyglądało. W miedzyczasie zakupiłem myjkę ultradźwiękową. Po odgłosach z niej się wydobywających, ciężko ją nazwać ultradźwiękową – trzeszczy, jakby iskry w środku przeskakiwały. Włożyłem więc tę wnękę, nalałem płynu do czyszczenia Microsonic, do tego wodę destylowaną i… oto efekt:

Pozostaje pomalować jak poprzedni.

A taka oto myjka:

No i oczywiście cały dolny szkielet, zmontowany. Dokupiłem do niego 4 śruby, żeby robiły jako tymczasowe nogi.

W zasadzie, to można nie malować, tako pisze gazetka… no ale malowanie jest bardzo wskazane. Tako i ona rzecze. Więc wybrałem ten drugi wariant. Farby już kupione i pędzle i biały szpraj na podkład. Teraz w kolejce ustawia się aerograf ( w planie 180X) i kompresor. I końca wydatków nie widać, gdyż zakupiłem jeszcze okrągłą podstawę, żeby malować na obrotowym talerzu. Tylko z Chin leci już do mnie łożysko na podstawę. Pewnie ze dwa tygodnie się zleci. Poczekam. W tym czasie będę kompletował kolejne zeszyty z elementami. Brakuje mi tylko stołu… więc w planach jest zakup jakiegoś. Może wystarczy blat z płyty + nogi-koziołki.

YT-1300 Sokół Millennium – część 7

To kolejna część moich przygód z Sokołem Millennium.

Zakończona na zeszycie 41. Jednak zeszyt 40 był pewnym przełomem, półmetkiem. To na nim zakończyłem montaż całej dolnej konstrukcji szkieletu. Ponad 55 cm średnicy robi wrażenie. Elementy poszycia nie są na razie zamontowane. Sam szkielet oraz trap, po którym schodzi Han Solo z Chewbacca i pozostałymi filmowymi bohaterami. to nie koniec. Gdyż trap jest ruchomy i uruchamiany silnikiem elektrycznym

Wszystkie elementy szkieletu bardzo są do siebie dobrze spasowane, jednak żeby zrobić z tego pełne koło, trzeba poluzować kilka śrub na żebrach. Poluzowuje to nieco konstrukcję ale umożliwia połączenie w całość bez wielkich naprężeń. Na koniec śruby skręcamy do końca. całość jest bardzo sztywna. Należy jednak uważać na atrapy siłowników hydraulicznych. Nie wiedzieć czemu, tłoki krótszych siłowników pochylają się do środka pojazdu, zamiast, jak te długie stać prostopadle do płaszczyzny. Lekko je podgiąłem do pionu. Z zewnątrz nie powinno być ich tak widać ale jeżeli będą przeszkadzały w poruszaniu się trapu, zmuszony będę mocniej w nie zaingerować.

Kilka zdjęć powyżej. Między innymi sklejony kokpit wieżyczki strzelniczej. Jakoś taki szary. Nie mam pomysłu na pomalowanie – myślę, że przyjdzie z czasem.

YT-1300 Sokół Millennium – część 6

Doszedłem do półmetka szkieletu dolnej części kadłuba.

Już myślałem, że mi łączówek zabraknie. Zgodziło się co do sztuki.

1-IMG_20200413_152305

Konstrukcja wygląda na dość sztywną lecz delikatną.

Zdjęcie w zeszycie jest zrobione z jakiejś dziwnej perspektywy, która niby pokazuje, że załamanie konstrukcji idzie ku górze, zaś w rzeczywistości do dołu. Co jest logiczne, zważywszy, że to dolna część kadłuba, gdzie do dołu będzie szedł trap. Takie tam, puzzle.

YT-1300 Sokół Millennium – część 5

Kolejne zeszyty dotarły, jestem na etapie 21 zeszytu.

Nie wiem, gdzie te zeszyty są przechowywane w magazynie ale od numeru 18 dostaję tzw. uchwyty montażowe. Wypraski z przezroczystego plastiku, cienkie na ułamek milimetra. Całe pogniecione, które chyba się nie sprawdzą podczas montażu. Albo je jakoś trwale wyprostuję, albo użyję jakiegoś styropianu, czy styroduru, żeby model w trakcie montażu, bez podstaw trzymał się stabilnie.

[Korytarze, ładownia główna]

W międzyczasie, kiedy nie pisałem dzienniczka doszły jeszcze korytarze ładowni. Nie są trudne w montażu ale wymagają uwagi przy dobieraniu elementów tapicerki z wypraski. Po dwóch stronach korytarza znajdują się dwa różne ich rodzaje. Zwłaszcza ich górne elementy. Z jednej strony wystają ponad połowę wysokości, z drugiej do niej tylko dochodzą. Na razie tego nie widać ale być może na późniejszym etapie powstałby problem z montażem sufitu. Tapicerkę, oprócz ścian należy także przykleić do wręg podtrzymujących korytarz. Na każdą wręgę przypada 18 malutkich poduszeczek.

<Zeszyt 20> W duże rozczarowanie, z własnego niedopatrzenia wprawiło mnie też klejenie obicia sekcji przejściowej ścian drugiego z korytarzy. Pomyliłem dwa, bardzo podobne do siebie elementy. Nie będzie się to tak rzucało w oczy ale ja wiem, że jest „średnio”, niestety użyłem tyle kleju, że oderwanie ich może mieć jakieś nieodwracalne konsekwencje. Zostawiam. Na całości nie jest tak źle. Można powiedzieć, że to historia statku.

[Szkielet]

Przez te kilka numerów doszło sporo konstrukcji kadłuba… i dochodzą kolejne. Samo składanie polega na skręcaniu ich śrubami, a niektóre sekcje należy wzmacniać żebrami. Żebra zaś łączą się między sobą na obejmę „U”, która skręcona jest na 4 inne śruby. Sądzę, że w kolejnym odcinku pokażę więcej.

[Dolna wnęka kadłuba]

Doszło malowanie na większym poziomie. Z niektórymi elementami idzie lepiej, inne są dla mnie wyzwaniem. Używam pędzelków, więc doskonale nie jest. Drybrusching wymaga wprawy w odpowiednim używaniu siły, a co za tym idzie odległości włosia od elementu malowanego i tego, którego malować już nie powinniśmy. Przy 0,5 mm to są niewielkie różnice.

W zeszycie 19 otrzymałem do pomalowania część wnętrza kadłuba, od którego w trakcie lat oderwało się poszycie. Ze środka wystają różne rury, wsporniki. Instrukcja pisze, żeby najpierw pomalować to na czarno, potem częściowo ciemnoszarą farbą, a na koniec jasnoszarą. Ze zdjęć nie mogę do końca wywnioskować, co autor miał na myśli. Na dodatek nie posiadam aerografu, ani farb w sprayu, tylko pędzelki. Pomalowałem więc środek na czarno. Raz. Drugi raz poprawiłem, znajdując przy tym kilka zakamarków, które pominąłem za pierwszym razem. Dzisiaj malując na szaro okazało się, że jest jeszcze kilka innych zakamarków nie tkniętych żadną farbą. Na razie zostawiam. Jak kupię jakiś na prawdę cieniutki pędzelek to poprawię. Maluję ciemnoszarą, prawie drybruschingiem.

(Po 20 minutach…) Doszło jednak do tego, że postanowiłem odkleić jedno ze wzmocnień, domalować go oraz pozostałe odsłonięte elementy na czarno. Po przyklejeniu zobaczę jakich poprawek potrzebuje całość. (Po jakimś czasie…) Poprawek niedużo.

[Kanapa w głównej ładowni]

Jak pisałem kanapa źle wygląda z tą szarą farbą, która okazała się za bardzo srebrzysta. Kupiłem rozpuszczalnik do farb akrylowych. Zmyłem to co powinienem. Do tego dokupiłem farbę beżową. Jest nieco ciemniejsza od oryginalnej tapicerki, ale po dodaniu kilku kropel białej farby, mi się nie udaje rozpoznać różnicy, który kolor oryginał, a który dorobiony.

Tego już nie będę ruszał, ale oparcie kanapy nie jest najrówniej posklejane. Zanim ją posklejałem, wydawało mi się, że wszystko jest równo, ale gry użyłem kleju, łącząc kolejne części oparcia okazywało się, że wcześniejsze części już się nie przesuwają i z odrobinki luzu, zrobił się tłok. Wolę do tego nie wracać, może jak nabiorę wprawy to poprawię, chociaż przydał by się nowy zeszyt z tą częścią. Jak będzie taka potrzeba; napiszę do De Agostini. <Zeszyt 8>

YT-1300 Sokół Millennium – część 4

Reklamowany zeszyt numer 5 dotarł. Na chwilę obecną był mi potrzebny tylko jeden element: prawy panel z kokpitu. Został lekko pomalowany i zamontowany.

Nadal nie wiem, czy mam sklejać część kadłuba z kokpitu, tę cześć z „szybami”, których nie ma. Nie wiem więc czy ich wcale nie będzie, czy przyjdą w późniejszym terminie. I jeżeli teraz skleję, to będę miał potem problem z montażem, czy już nie przyjdą.

Ogólnie, zastosowałem technikę minimalizacji kleju, więc tam, gdzie uważam, że to niepotrzebne, to go nie stosuję.

YT-1300 Sokół Millennium – część 3

Prowadzenie strony na FB jest dla mnie niezrozumiałe. Przeniosłem więc poprzednie dwa artykuły na moją własną. Reszta też już będzie tylko tutaj.

W międzyczasie doszedłem do zeszytu numer 13.

Było co robić. Złożyłem praktycznie cały kokpit, oprócz jednego brakującego panelu z zeszytu numer 5. Czekam na paczkę, reklamacja została uznana. Kokpit ma już oświetlenie. Myślę, jak zrobić zdalne sterowanie do jego włączania.

Główna ładownia. Niestety, nie udało mi się malowanie kanapy i tylnej tapicerki. Muszę kupić inną farbę. Ta szara jest zbytnio srebrzysta. Kanapy nie przyklejałem, więc nie będzie problemu z jej demontażem. Łączenia paneli na podłodze pomalowałem tuszem kreślarskim rozcieńczonym wodą. Jak lekko zaczęło wysychać, przetarłem podłogę papierem. Tusz w rowkach pozostał. Całkiem nieźle, chociaż udało się to dopiero po kilku próbach. Muszę też wnętrze nieco przetrzeć jakąś farbą (Drybrushing), żeby meble nie wyglądały na nówkę sztukę.

Konstrukcja i poszycie części kadłuba. Ta część kadłuba złożona jest z 6 ram i dwóch podwójnych żeber. Wydają się być mocniejsze niż te z wcześniejszych zeszytów. Oczywiście dalsze skręcanie to wszystko zweryfikuje.

Jak do tej pory musiałem dokupić trochę wyposażenia: nożyk (prawie skalpel), szczypce boczne do wycinania z ramek, gąbki ścierne, kilka farb, pędzle, klej cyjanoakrylowy (Super Glue).

Kolejność elementów w kolejnych zeszytach jest trochę chaotyczna, być może ma to jakiś ukryty cel ale jest kilka rzeczy, które dostarczone we wcześniejszych paczka będą czekały na swoją kolej jeszcze przez kilka zeszytów.

A, zapomniałbym. W przedostatniej przesyłce otrzymałem koszulkę z Sokołem. Jak będzie tylko okazja zrobię fotę i udostępnię. Sam materiał nie jest jakiś specjalny, jest jednak dwustronna i robi wrażenie.

YT-1300 Sokół Millennium – część 2

Dzisiaj dotarły do mnie zeszyty o numerach 4 i 5.

Zeszyt czwarty, to kolejna część konstrukcji kadłuba i panel przedni kokpitu.

Małe nieszczęście wydarzyło się już po montażu szkieletu. Przy wkładaniu poszycia w otwory, pękła konstrukcja tam gdzie znajdują się otwory do jego mocowania.
Kropelka i do przodu.
Słaba ta kropelka – bardzo wolno schnie. Muszę jednak skombinować oryginalny Cyjanopan.
Z powodu tej usterki zdjęcie gotowego elementu zrobię przy kolejnej okazji.

Panel przedni, to taki mały kawałeczek mocowany z przodu. Nieduży ale cieszy.

Zeszyt 5 to przejście do kokpitu oraz pierwszy element elektroniczny. Podświetlenie przegrody kokpitu.
Zgodnie z instrukcją płytkę przykręciłem do przegrody, włożyłem w przejście ale nie kleiłem. Będzie jeszcze rozbierane, żeby zamocować późniejsze elementy.

W tym zeszycie nie dotarł do mnie jeden element: Prawy panel sterowania. Złożyłem reklamację. Zobaczymy co poradzi sprzedawca.

Dzisiaj niewiele było składania, ale ciśnienie już podniesione. 🙂

{Wpis ma inną datę, gdyż przeniosłem go z FB}

DeAgostini YT-1300 Sokół Millennium… początek.

W dniu wczorajszym otrzymałem pierwsze trzy egzemplarze frachtowca YT-1300 do samodzielnego złożenia. Jest to model firmy De Agostini, przysyłany w kolejnych częściach.

W pierwszej partii, z trzech numerów można złożyć: laserowe działo czterolufowe, część górną kadłuba, część wnętrza mostka.

Konstrukcja szkieletu to aluminiowa rama skręcana na metalowe płytki i śruby. Śrubokręt załączony do zestawu. Trochę za długi ale daje radę. I tak mam swoje narzędzia. Zwłaszcza pesetę.

Część pasują do siebie, chociaż niektóre elementy powinny być lepiej spasowane. Obicie drzwi w sterowni jest o 0,2 mm za duże, a mocowanie przepustnicy jest luźno obsadzone w kokpicie. Wymaga to użycia dodatkowego kleju.

Najgorzej wykonane są części z aluminium. Wydaje mi się, że będę prosił o pomoc siostrzeńca w malowaniu. Srebro w niczym nie przypomina malowania z filmu. Dodatkowo, zwykła kropelka bardzo długo nie wysychała w miejscu mocowania luf do korpusu. Za duże szczelinki. Dobry był kiedyś Cyjanopan M ale to było 20 lat temu, czy to nadal ten sam klej?

Kokpit też złożony, z naklejek, czterech foteli i tylnej przegrody, wraz z drzwiami. Do tego stolik do gry w holoszachy: aluminium i naklejka. Jaka szkoda, że nie zastosowano kalkomanii wodnej.

Z tego co wyczytałem, to w skład zestawu wchodzi oświetlenie wnętrza, stąd w niektórych miejscach otwory, które będą przepuszczać światło.

Cóż, pozostaje oczekiwać kolejnej partii części. Na koniec planuje próbny lot na Tatooine. 😉

{Wpis ma inną datę, gdyż przeniosłem go z FB}

Szukam Detektora lawinowego…. i łopatki i sondy

Sprawa znalezienia odpowiedniego detektora lawinowego jest i z jednej strony prosta, bo wszystkie, na całym świecie pracują oparte o te same wytyczne… i skomplikowana, bo urządzenia wyposażone są w dodatkowe funkcje.

Może zacznę od tego, że na dzień dzisiejszy nie używałem jeszcze urządzenia tego typu, jednak rosnąca świadomość wymusza jego używanie w górach. Dlatego, zamiast pójść do wypożyczalni i liczyć na „cokolwiek” bez zaznajomienia się ze sprzętem wolę zaopatrzyć się w potrzebną wiedzę zanim zacznę go używać, a nie dopiero zaznajamiać się z zasadą działania, gdy będzie zbyt późno.

Zasada pracy jest stosunkowo prosta. Wybierając się w trasę odwracamy funkcję jego nazwy i z detektora robimy nadajnik. Wysyła on prosty sygnał w emisji A1A na częstotliwości 457 kHz, czyli taki sam jak krótkofalowcy wysyłają nadając kod Morse’a. Emisji, a nie modulacji, gdyż A1A jest sygnałem niemodulowanym, a następuje jedynie kluczowanie nośnej. Różnica między sygnałem detektora, a CW polega na tym, że nie ma żadnego kodu. Urządzenie musi co sekundę (z dokładnością do 300ms [milisekund] ) nadawać nośną o czasie trwania nie krótszym niż 70 ms, którego dopełnieniem jest cisza nie krótsza niż 400 ms. To wszystko w kwestii nadajnika. Gdyby komuś się sumowało 70+400!=1s, to proszę zwrócić uwagę na wyrażenie „nie krótsze”.

Gdy nastąpi nieszczęście i nadajnik któregoś z towarzyszy trzeba będzie odnaleźć, należy przełączyć w tryb odbioru (czyli detektora). Najnowsze i obecnie jedyne zalecane detektory wyposażone są w układ trzech anten, które umożliwiają na drodze cyfrowej obróbki sygnału wyszukanie detektora w poziomie i pionie, podając kierunek i głębokość.

Dodatkowo, wybrane modele umożliwiają zaznaczenie wyszukanego (najsilniejszego w danej chwili sygnału) jako „odnaleziony” i pominięcie go przy dalszych poszukiwaniach. Ułatwia to znalezienie ofiar w przypadku zasypania więcej niż jednej osoby. Niestety, główny gracz na tym rynku (Pieps) jest raczej oszczędny w słowach na temat sposobu pracy tego trybu. I nie chodzi mi tutaj tylko o wciśnięcie przycisku i szukanie dalej ale o to, jak urządzenie jest w stanie zapamiętać kilka osób i pominąć ich sygnały na późniejszym etapie wyszukiwania. Mam co do tego swoją teorię, ale to tylko teoria.

Urządzenie powinno posiadać funkcje testu grupowego. Szybki test umożliwiający przełączenie detektora na odbiór i sprawdzenie, czy inne detektory w zespole nadają poprawny sygnał.

Zdarza się, że po pierwszej lawinie, już podczas poszukiwań zejdzie kolejna. Z ratownika robi się poszkodowany z wyłączonym nadajnikiem. Szanse na odnalezienie maleją do zera. Są dwa wyjścia z takie sytuacji:

  1. Detektor po jakimś czasie bez ruchu sam przełączy tryb na nadawanie.
  2. Posiadamy dodatkowy nadajnik, który wyposażony jest jedynie w funkcje nadawania. Włączy się sam, gdy wykryje, że posiadacz nie porusza się wcale. Jaki sens takiego urządzenia, skoro i tak trzymamy w ręku jeden detektor z dwoma funkcjami? No na wypadek, gdyby detektor wypadł nam z ręki. Takie zdanie ma firma Pieps i wyprodukowała urządzenie z taką funkcjonalnością. Nazywa się to Pieps Backup.

Urządzenie powinno być zasilane WYŁĄCZNIE bateriami, NIE akumulatorami. Ma to swoje uzasadnienie:

  1. Wpływ temperatury na pojemność elektryczną ogniwa. Baterie są bardziej odporne. Zalecane są baterie Litowe. Są to baterie o większej pojemności niż alkaliczne, ważą za to dwukrotnie mniej. Stosowane są w środowiskach wymagających pewnego źródła zasilania, chociażby w medycynie.
  2. Wyższe napięcie znamionowe baterii, co może skutkować większą mocą nadawanego sygnału. Akumulatory mają zwykle 1,2V [wolta], baterie zaś 1,5V.
  3. Baterie mają mniejszą upływność własną, co znaczy, że w czasie gdy nie zasilają urządzenia, nie wyładowują się tak bardzo jak akumulatory. Nie jest to reguła, ale akumulatorki NiMH po kilku miesiącach bezczynności potrafią się rozładować.

Warto wiedzieć:

  • Urządzenie w czasie testów fabrycznych zostaje uruchomione w trybie nadawania i zrzucone sześciokrotnie na drewniane podłoże z wysokości nie mniejszej niż 1m.
  • Urządzenie powinno pracować w temperaturze od -20 °C do + 45 °C.
  • Urządzenie może być składowane w temperaturze od -25 °C do +70 °C.
  • Urządzenie powinno wytrzymać jedną godzinę zanurzone w wodzie na głębokości 15cm. W tym czasie powinno cały czas nadawać sygnał.

Funkcje, w które może/musi być wyposażony Detektor lawinowy:

  • Urządzenie MUSI być wyposażone w trzy anteny.
  • Wyświetlacz wskazujący kierunek i głębokość poszkodowanego.
  • Praca z wieloma poszkodowanymi – wiele nadajników.
  • Oznaczanie zasypanych – MARK Function.
  • Test grupowy.
  • Automatyczne przełączanie anten.
  • Automatyczne przełączenie na nadawanie po czasie bezruchu – Autorevert.
  • System nośny na wyposażeniu.
  • Długi czas pracy na baterii.

Producenci urządzeń:

Przydatne linki:

Europejska norma ETSI dotycząca Detektorów lawinowych:

  • Część dotycząca generowania, detekcji sygnału oraz testów radiowych.

https://portal.etsi.org/webapp/workprogram/Report_WorkItem.asp?WKI_ID=47952

  • Część dotycząca funkcji i testów fizycznych urządzenia.

https://portal.etsi.org/webapp/workprogram/Report_WorkItem.asp?WKI_ID=47953

Strona plecakilawinowe.pl – Koniecznie przeczytać.

Jakich detektorów używać, a jakie omijać + wypowiedź naczelnika TOPR.

Zestawienie detektorów lawinowych

Dane w tabeli zostały oparte wyłącznie o dane ze stron producentów i ew. oryginalnych instrukcji obsługi. Proszę o informacje o wszelkich nieścisłościach lub aktualizacjach.

                
ModelPRO BTPOWDER BTMICRO BT sensorMICRO BT buttonDSP SPORTTracker3Tracker STracker2ORTOVOX 3+ZOOM+EVO5AXIONEO+Barryvox SBarryvox
ProducentPiepsPiepsPiepsPiepsPiepsBCABCABCAOrtovoxOrtovoxArvaArvaArvaMammutMammut
Wymiary (mm, dł. x szer. x wys.)118 x 76 x 29118 x 76 x 29106 x 74 x 20106 x 74 x 20115 x 75 x 28116 x 71 x 24115 x 71 x 26132 x 82 x 27122 x 73 x 27116 x 79 x 23110 x 70115 x 67 x 27115 x 67 x 27
Waga (g, z bateriami)230220150150210215165255210200170
Zakres temperatury-20°C to +45°C-20°C to +45°C-20°C to +45°C-20°C bis +45°C-20°C to +45°C-20°C to +40°C-20°C to +40°C-20°C to +40°C*-20°C to +45°C-20°C to +45°C
Baterie3 x AAA3 x AAA1 x AA3 x AAA3 x AAA3 x AAA3 x AAA1 x AA1 x AA3 x AAA3 x AAA
Żywotność baterii (min. godzin)600300200200200200200200250250300300
Obróka sygnałuDigitalDigitalDigitalDigitalDigitalDigitalDigitalDigitalDigital & AnalogDigital
WyświetlaczLCDLCDLCDLCDLCDLEDLEDLED
Anteny odbiorcze33333333333333
Charakterystyka odbieranego sygnałukołowakołowakołowakołowakołowa
Maksymalny zasięg (m)606050505055555540407070
Szerokość pasa poszukiwań (m)606050505050505040405060707070
AutodiagnozaTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAK
Standardowy test grupowyTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAK
Poszerzony test grupowyTAKNieTAKTAKNie
Profesjonalny test grupowyTAKNieTAKTAKNie
Czujnik zbliżeniowyNieNieTAKTAKNieTAKTAKTAK
Informacje wibracjamiTAKNieTAKTAKNie
System czujnikówNieNieTAKTAKNie
BluetoothTAKTAKTAKTAKNie
Funkcja automatycznego przełączania antenyTAKTAKTAKTAKTAKTAK
Funkcja współpracy z iPROBETAKTAKTAKTAKTAK
Wskaźnik wielu zasypanychTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAK +3TAK +5TAK +4TAK
Funkcja zaznaczania (MARK)TAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKNieTAKTAKTAKTAKTAKTAK
Funkcja skanowania (SCAN)TAKNieNieNieNie
Wskaźnik sygnału ciągłego nadawaniaTAKTAKTAKTAKTAK
Pomiar częstotliwościTAKNieNieNieNie
Współpraca z TX600TAKNieNieNieNie
Automatyczne przełączanie trybówTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAKTAK
PochyłomierzTAKNieNieNieNie
AutorevertTAKTAKTAKTAKNieTAKNieNieTak?Tak?TimerCzujnikCzujnikTAKTAK
Wzmocnione szkło wyświetlaczaTAKTAKTAKTAKTAK
Pętla na rękęTAKTAKTAKTAKTAK
Możliwość aktualizacji do najnowszej wersji oprogramowaniaTAKTAKTAKTAKTAKTAKNieNieTAKTAKTAKTAKTAK
Najnowsza wersja oprogramowaniav1v1v2v2v3.0
System nośnyNeoprenNeoprenHardcaseHardcaseNeopren
Tryb cichyTAKTAKTAK
Funkcja Specjalna DP (przy wielu zasypanych)NieNieTAK
Big Picture Mode - Wskazuje ile i jak daleko jest do poszukiwanychTAKTAKNie
Gwarancja [Lat]2 lub 52 lub 3222 lub 5555552 lub 32 lub 3
Pomoc dźwiękowa przy wyszukiwaniuTAKTAKTAKTAK
W-LinkTAKTAK

Artykuł o tym dlaczego nie korzystać z wynalazków – aplikacja w telefonie jako Detektor?! [wersja EN]

https://missoulaavalanche.org/wp-content/uploads/CAC-Smartphone-Avalanche-Search-Apps1.pdf

https://snowbrains.com/use-smart-phone-app-avalanche-beacon/

Sondy lawinowe

Na temat sond lawinowych, a później i łopat nie będę się rozpisywał. Napiszę tylko o normach, które muszą spełnić. Jeżeli kupujesz nowy sprzęt, MUSI być on atestowany, a zarazem więc musi spełniać opisane normy. Wszystkiego nie opiszę, kieruję za to do druków.

Zwykle, w przypadku sprzętu wspinaczkowego, górskiego, jak raki, czekany, uprzęże i całą resztę sprawdzamy, czy dany sprzęt posiada certyfikat UIAA (fr.: Union Internationale des Associations d’Alpinisme; ang.: International Climbing and Mountaineering Federation; pol.: Międzynarodowa Federacja Związków Alpinistycznych. Nieco inaczej jest w przypadku sond i łopat lawinowych

Dla sond lawinowych standard wyznacza organizacja ISMF (ang.: International Ski Mountaineering Federation; pol.: Międzynarodowa Federacja Skialpinizmu)

Standard został opisany w regulaminie Sporting Rules & Regulations w załączniku nr 3. Zasady te zmieniają się co roku, dlatego nie podaję linku do konkretnego PDF’a.

Standard ten informuje, że sonda powinna mieć średnicę nie mniejszą niż 10mm oraz długość nie mniejszą niż 240cm.

Sonda taka, podczas testów obciążeniowych nie może się złamać czy też trwale wygiąć. Nie może także wyjść z mocowań na łączeniach.

W teście poziomym obciążenie wynosi 3kg, a sonda podparta jest w dwóch punktach, symetrycznie na długości 200cm.

W teście pionowym jest statycznie obciążona masą 20kg.

Łopaty lawinowe

Podobnie jak sondy, tutaj również zastosowanie ma Standard organizacji ISMF. Dokument ten sam, co dla sond, tylko załącznik posiada numer 4. Dodatkowo, UIAA w ciągu ostatnich kilku lat rozpoczęła proces pisania własnego standardu UIAA 156. Ale w bazie certyfikowanego sprzętu UIAA znajdują się na dzień dzisiejszy (2019.12.21) tylko dwie łopaty firmy Mammut.

W normie ISMF wymiar ostrza/części roboczej/blachownicy (jak poprawnie nazwać ten kawał blachy?) nie powinien być mniejszy niż 20 x 20cm, a długość całej łopaty w konfiguracji roboczej nie mniejsza niż 50cm. W UIAA podana jest powierzchnia robocza, która powinna być większa niż 500 cm2, a długość łopaty to co najmniej 75cm.

Gdybyśmy we własnym zakresie chcieli przetestować taką łopatę, to należałoby położyć ją na dwóch wspornikach ustawionych w odległości 40 cm od siebie w położeniu odwrotnym niż położenie robocze, a na środek łopaty naciskać ciężarem o wadze 102 kg. Obrazek sugeruje odwrotny test – podciąganie łopaty do góry, ale ciężko coś byłoby takiego zrobić w domu.

Norma pisze o sile 100 daN, czyli 1000 Niutonów, co w warunkach ziemskich daje nam równorzędność przyłożenia ciężaru o masie ok. 102kg.

  • 100 daN = 1000 N
  • 1 N == 0,1019 kg
  • 100 daN == 102 kg

Oczywiście nie są to sposoby na certyfikowanie własnej łopaty ale sprawdzenie, czy jest jeszcze użyteczna w najbliższym sezonie. Tak samo można potraktować test sondy lawinowej – wyłącznie jako test sprawności.

Ze wszystkich przeczytanych przeze mnie tekstów wynika kilka bardzo ważnych spraw.

  1. Sondy raczej aluminiowe niż carbon.
  2. Łopaty raczej bez czekana – dziwny wynalazek.
  3. Sprzęt kupujesz Ty, ale służy on do ratowania innych. Kup taki, żeby Cię nie zawiódł, a tym bardziej, żeby nie zawiódł Twoich towarzyszy, kiedy będą w potrzebie.
  4. Detektor – wyłącznie z trzema antenami.
  5. Używać wyłącznie baterii, nie akumulatorów. Najlepiej baterii litowych.